Erywań dotychczas niezdobyty przez polskich piłkarzy

erywandotychczas.jpg

W czwartek polscy piłkarze po raz trzeci spróbują wygrać z Armenią w Erywaniu. Wcześniej odnotowali remis i porażkę. "W tamtych meczach rywale nas stłamsili. Grali agresywnie, czasami brutalnie, prowokowali” – podkreślił Jacek Krzynówek, który wystąpił w obu spotkaniach.

96-krotny reprezentant kraju wspominał dotychczasowe potyczki w stolicy Armenii jako starcia trudne, w których więcej było boiskowej walki i prowokacji niż piłkarskich fajerwerków. W obu przypadkach utrata punktów w eliminacjach mistrzostw świata (2002) i Europy (2008) nie przeszkodziła jednak biało-czerwonym w późniejszym awansie do turniejów finałowych.

"Pod tym względem sportowym byliśmy lepsi, co udowodniliśmy awansując, ale mimo to nie udało nam się w Erywaniu wygrać" - zauważył Krzynówek.

W czerwcu 20001 Polska przyjechała do Armenii jako lider grupy kwalifikacyjnej mundialu. Bardzo zacięte spotkanie zakończyło się remisem 1:1. Bramkę dla biało-czerwonych na początku meczu zdobył Radosław Kałużny, wyrównał chwilę później Artur Petrosjan – obecny selekcjoner reprezentacji Armenii.

W 87. minucie doszło do awantury w polu karnym gospodarzy. W sprzeczkach i przepychankach uczestniczyło wielu zawodników, a Jacka Bąka i jednego z piłkarzy gospodarzy sędzia usunął z boiska. Wcześniej czerwone kartki ujrzało dwóch innych Ormian.

"Graliśmy po południu, przy temperaturze 35 stopni Celsjusza i olbrzymiej wilgotności. Na trybunach było równie gorąco, a na boisku istna wojna" - przypomniał w rozmowie z PAP Tomasz Kłos, który pauzował za żółte kartki, ale pojechał z drużyną i był na stadionie.

Podobnie spotkanie komentował ówczesny trener biało-czerwonych Jerzy Engel.

"To co się działo na boisku trudno nazwać meczem piłkarskim. Górę wzięły nerwy, zupełnie niepotrzebnie. Pierwszy raz mój zespół jest tak poturbowany" – przyznał na pomeczowej konferencji selekcjoner.

Mimo że Polacy dominowali na boisku, nie mogli poradzić sobie z żywiołowo i agresywnie walczącymi gospodarzami, a ich akcje były zbyt wolne i niedokładne.

"Popełniliśmy w tym meczu kardynalny błąd. Widząc, że Ormianie braki nadrabiają ostrą grą, płacąc za to kartkami, nie potrafiliśmy tego wykorzystać. Trzeba było się rozstawić szeroko i grać, a my zacieśniliśmy pole" – analizował po spotkaniu Marek Koźmiński, wtedy obrońca reprezentacji, a dziś wiceprezes PZPN.

Biało-czerwoni wrócili do Erywania sześć lat później, w czerwcu 2007 roku. Prowadzeni przez Holendra Leo Beenhakkera również przystępowali do meczu jako liderzy grupy eliminacyjnej, tym razem do mistrzostw Europy 2008. Spotkanie sensacyjnie wygrali jednak Ormianie, zdobywając bramkę po strzale z rzutu wolnego w drugiej części gry. Po końcowym gwizdku sędziego miejscowi kibice i piłkarze niemal oszaleli ze szczęścia.

"To był ciężki, dziwny mecz przez całe 90 minut. Mieliśmy dużo strat i nie potrafiliśmy sobie ułożyć gry. Jeżeli coś się nam zaczynało układać, zaraz gospodarze przerywali akcję faulem. Wydawało się nam, że tam będzie trochę lżej, jednak boisko to zweryfikowało. Ormianie byli lepsi i zasłużenie przegraliśmy" – powiedział PAP Marek Saganowski, jeden z uczestników tego pojedynku.

Jak podkreślił, Erywań to "jeden z trudniejszych terenów, gdzie przyszło mu grać".

Przypomniał też, że ostatnie starcie z Ormianami na PGE Narodowym w Warszawie już w obecnych eliminacjach było bardzo zacięte, a gola na wagę trzech punktów dopiero w doliczonym czasie gry zdobył Robert Lewandowski.

"Takie drużyny są zawsze bardzo zmotywowane. Teraz mamy świetnych zawodników, gwiazdy i na pewno przeciwnik będzie chciał się pokazać. Trzeba zaznaczyć, że w ostatnim meczu w Warszawie nie zagrał Henrich Mchitarjan. W Erywaniu na pomocnika Manchesteru United trzeba będzie na niego uważać. Przebłysk jego talentu może oznaczać problemy dla nas" – dodał Saganowski.

Krzynówek przypomniał, że w obu spotkaniach w Erywaniu gospodarze mieli duże problemy z przygotowaniem murawy, która nadawała się do gry dopiero po interwencjach polskiego sztabu.

"Mimo to boisko dalekie było od ideału, a to na pewno dla drużyny, która dysponuje większymi atutami piłkarskimi jest większym kłopotem niż daleka podróż czy miejscowi kibice" – zauważył były pomocnik m.in. FC Nuernberg, Bayeru Leverkusen i VfL Wolfsburg.

Oprócz remisu i porażki w Erywaniu, biało-czerwoni czterokrotnie wygrali z Ormianami w Polsce.

Polska po ośmiu kolejkach kwalifikacji mistrzostw świata prowadzi w tabeli grupy E z dorobkiem 19 punktów. O trzy wyprzedza Czarnogórę i Danię, które zagrają ze sobą w czwartek w Podgoricy.

Tego dnia biało-czerwoni wywalczą awans na mundial w Rosji, jeśli wygrają z Armenią, a w Czarnogórze padnie remis.

Bartosz Guziński (PAP)